Bulwieć miał nieraz
przeprawy trudne:
to Rzeki Siódme;
to Góry Siódme;
(...)
nawet odwiedził
znany po części
straszny Przylądek
Zielonej Gęsi.
[PIERWSZY WIDOCZEK]
A stamtąd udał
się w podróż dalszą.
Patrzy: postaci
jakoweś walczą.
Gęby perfidne.
Spojrzenia tępe.
- Z czym to walczycie,
bracia? - Z postępem.
- A jak wam leci?
- Jak to jarmarek:
raz kapnie deszczyk,
a raz dolarek.
W walce nam sił do-
daje piosenka
z refrenem VIVAT
TRZECIA WOJENKA
Lis, co w Bulwiecia
ślady podążał,
chwalił ten refren
jak tylko można.
Był zachwycony
melodią, rymem
i w lisiej mowie
wołał: "Optime!
Tak! Złączcie serca
w pieśni wysokiej!
Ja jestem z wami.
Amen i Okay."
[Lis to oczywiście agent Watykanu (na ilustracjach Daniela Mroza obowiązkowo w koloratce) -
[NIEWĄTPLIWIE U CELU PODRÓŻY]
Ciekawe, co też
w tym Ciemnogrodzie
studiuje złota,
kochana młodzież.
Z katedry upiór
zdobny siwizną
nauczał magii
i okultyzmu.
Inny profesor
(z łagodną twarzą)
miał kurs dywersji
i sabotażu.
Nad nim sentencja
wisiała śliczna
SZKOŁA BYĆ WINNA
APOLITYCZNA.
(...)
[HYMN CIEMNOGRODZIAN]
"Aczkolwiek świat idzie do przodu,
My go ciągnijmy w tył,
Synowie my Ciemnogrodu
Walczmy z postępem co sił!"
(...)
[POD BIAŁĄ LILIĄ]
Bulwieć, że hotel
był zimny zimą,
w dzień tkwił w gospodzie
Pod Białą Lilią.
Schodziły tu się
na kawkę słabą
różne aniołki,
oraz kollabo,
(...)
duże judasze,
małe judaszki
za cent złamany
piszące paszkwil;
łowcy srebrników
i soczewicy -
zdrajcy paryscy,
zdrajcy madryccy.
Siwy kollabo
(w nietrzeźwym stanie)
grał im Chopina
na fortepianie.
Wtem jakiś yankes
rzucił dolarka
i już to bractwo
jest na czworakach.
Kłębią się, pędzą
sforą ponurą
korespondenci
"Wolnych Europ";
pod stolikami
wyją i kwilą
Larum w gospodzie
Pod Białą Lilią.
Łapaj monetę!
Chwytaj monetę!
Jednego przy tym
zgnietli "poetę";
czterej panowie
pod żyrandolem
piątemu panu
przegryźli wole;
hańba! wołali
robili zeza.
A piękny starzec
grał poloneza.
Pejzaż powyższy
z psami wśród niwy
jest zły, czy dobry,
ale prawdziwy.