|
LECH STĘPNIEWSKI
Niestety, za sprawą bezpruderyjnej panny Moniki Lewinsky materiał do pierwszych zajęć nie został dobrany najszczęśliwiej. I nie idzie mi tu o ewentualne zepsucie męsko-damskich obyczajów w naszej skromnej katolickiej ojczyźnie, lecz o rzecz stokroć gorszą - o zepsucie mowy ojczystej. Tej samej, w której dziewica polska wznosi swe niewinne prośby do Boga, furman zaś i (eks)marszałek sejmu wzywają nadaremno imienia niewiast upadłych. Że język nasz psuje się, to żadna nowina. Ale ujdzie jeszcze, gdy pojawiają się w nim nowe słowa, w rodzaju: market, dealer czy logo - żywcem wykrojone z amerykańskiego liberalno-masońskiego bełkotu. Owszem, niepotrzebne nam owe cudzoziemskie błyskotki, ale można by je ostatecznie uznać nawet za, excusez le mot, ubogacenie polszczyzny, skoro po tej operacji w języku naszym czegoś tam jednak przybywa. A od przybytku wszak głowa nie boli. Gorzej, gdy pewne zwroty i formy, niegdyś żywe, zanikają i popadają w zapomnienie. Oto na naszych uszach dogorywa właśnie siódmy przypadek - wołacz, tak wdzięcznie niegdyś służący do wyznań miłosnych! "Basiu ty moja! Kochanie jedyne!" - wołał wołaczem do swego hajduczka napalony pan Wołodyjowski, zadzierając do góry szabelkę. "Ach, Zosiu! Ach, Telimeno!" - jęczał wołaczem niezdecydowany pan Tadeusz. A dziś? Coraz częściej zamiast wołacza ponury mianownik. "Zocha! Chono tuta!" - tak się teraz młódź polska nawołuje. Nie inaczej wyglądają zaloty. "Niezła z ciebie laska, Basia!" Mianownikiem do białogłowy! Horrendum!!! W tej sytuacji nieustanna obecność panny Lewinsky w polskich mediach przyczynić się może do kolejnej katastrofy: zaniku rodzaju żeńskiego w kobiecej formie nazwiska! Otóż tatuś (dziadek, pradziadek...) panny Lewinsky ani chybi nazywał się Lewiński, ale już jego matka była po mężu nie żadna pani Lewiński tylko zwyczajna pani Lewińska. Większość bowiem polskich nazwisk na dwie formy: męską i żeńską. Jak szybko ta ezoteryczna wiedza popada w zapomnienie, przekonałem się niedawno czytając (przez szybę kiosku) wielki tytuł w najnowszym numerze "Playboya": "Ania Rudy, dziewczyna piłkarza". Szanowna Redakcja chyba czuła, że coś jest nie tak, skoro dodała tę "dziewczynę", by ktoś przypadkiem nie pomyślał, że konserwatywny (a jużci!) "Playboy" propaguje teraz biseksualizm czy, uchowaj Boże!, przeciwny naturze transwestytyzm. Znamienne przy tym, że "Ania Rudy" z pewnością nie urazi żadnej z polskich feministek. Goła pupa Ani - aaa, to co innego! Pupa bez majtek świadczy bowiem dobitnie o przedmiotowym traktowaniu kobiety przez męskie szowinistyczne świnie, natomiast nazwisko bez żeńskiej końcówki już nie. Chociaż Ania najoczywiściej w świecie nie jest "Rudy" lecz "Ruda" - całkiem tak samo jak pupa Ani jest goła! Goła! Goły pupa? Czym są przy takich oralnych zboczeniach winy prezydenta Clintona?! Nota bene owa swoistość końcówki stanowiła zawsze kobiecy przywilej (!), który pozwalał paniom unikać form rodzaju męskiego - być Rudą nie zaś Rudym. W odwrotnym wypadku - gdy mężczyźnie trafiło się nazwisko z kobiecą końcówką - musiał je nosić w formie żeńskiej! Gdy pan był Krótki, pani była nieodmiennie (a raczej właśnie odmiennie co do rodzaju!) Krótka, ale już jeśli idzie np. o nazwisko "Hołówka" była pani Hołówka i - identycznie - pan Hołówka, nie zaś pan Hołówek! I komu to wszystko przeszkadzało? Biję na trwogę, choć jest prawdopodobnie grubo za późno, gdyż pań z męskimi końcówkami (czyż już to nie brzmi perwersyjnie?) paraduje coraz więcej. Pierwszą, którą telewizor posłał między lud, była słynna Magda Masny Od Liter ze złotego okresu "Koła fortuny". Dzisiaj mamy jeszcze panią Ewę Hutny, która rządzi w piśmie komputerowym "Enter", kilka dni temu zaś w periodyku poświęconym muzyce klasycznej znalazłem recenzję podpisaną przez Alinę Mądry! Do czego ten językowy uniseks doprowadzi? Ano najpewniej do tego, że niedługo młode dziewczątka będą chować w swych panieńskich sekretach słodkie walentynkowe karteczki z barbarzyńskimi wyznaniami w rodzaju: "Kocham cię, Ania Kowalski!" Bez wołacza, bez żeńskiej końcowki... Może przynajmniej z uczuciem! Mimo wszystko cieszę się jednak, że nie mam córki... Wracając zaś do panny Lewinsky, to przysporzyła ona językowych kłopotów także Amerykanom. Prezydent Clinton wyznał bowiem publicznie, że "z tamtą kobietą" nie utrzymywał żadnych "stosunków seksualnych". Ponieważ w grę mogłoby wchodzić kłamstwo, co wyborcy znieśliby w ustach swego prezydenta z pewnością znacznie gorzej niż cokolwiek innego w ustach panny Lewinsky, adwokaci ponoć już deliberują czy seks oralny można aby bez zastrzeżeń uznać za pełnowartościowy "stosunek seksualny". Dla nas, wychowanych na jajach drugiej świeżości, problem ten wygląda zgoła dziecinnie. Czyż bowiem człowiek, który brzmi dumnie, nie rządzi także słowami? Zrobić nową definicję jakiegoś tam głupiego "stosunku"? Przecież to fraszka, skoro - jak pisze w swej "Miłości i pedagogice" wielki Miguel de Unamuno - nawet "geniusza można zrobić, choćby przysłowie mówiło całkiem co innego, robi się go... robi... bo czegóż to się nie robi!"
We wrześniu 2003 roku otrzymałem list od p. Aleksandra Masny zatytułowany "O zaletach dogłębnych studiów omawianego tematu" następującej treści (pisownia oryginału):
Śpieszę przypomnieć Panu, że wyrazów pochodzenia obcego nie odmienia się
w języku Polskim.
Nazwisko Masny nie jest polskie, a właściwie są to dwa nazwiska -
popularne nazwisko czeskie i mniej popularne francuskie.
Pani Magda Masny nie odmienia go, tak jak wszystkie kobiety w rodzinie
jej męża od czasu, gdy jego przodkowie przybyli do Polski.
To z kolei nazywa się tradycją, do której zdaje się pan być przywiązany
i powinien Pan ją szanować.
Należy być ostrożnym, jeśli chodzi o rodzaj gramatyczny niektórych
nazwisk.
Co pan powie na nazwisko Surowiec? Tomasz Surowiec i Wiesława Surowieca?
Uprzejmie proszę o usunięcie nazwiska mojej bratowej z listy przykładów
w pańskim artykule, ponieważ nie jest to przykład polskiego nazwiska,
zatem nie można mówić o jego błędnym rodzaju gramatycznym.
Jedynym błędem, jaki wystąpił jest wobec tego faktu podanie go za
przykład - równie zasadne jest postulowanie nadawania rodzaju żeńskiego
nazwisku Springer.
Proponowałbym odmianę czeską gdyby nazwisko Magdy pochodziło z Czech
(analogicznie do pańskich sugestii dotyczących Moniki Lewinsky), ale
pochodzi z Francji, zatem sugeruje nie nadawać mu rodzaju żeńskiego ani
nie odmieniać.
Jeśli nie usunie pan nazwiska z artykułu, uprzejmie proszę o
wyjaśnienie, dlaczego pan tego nie zrobił. Nie jest to znane i
historyczne nazwisko, niemniej jednak jest moje i nie lubię, gdy się je
szarga.
Wszelkie końcówki męskie precz od Magdy Masny!
Z poważaniem.
Aleksander Masny
P.S.
Krytykuje pan używanie słów obcego pochodzenia np. market. Proszę dobrze
przemyśleć własne wypowiedzi;
(eks)marszałek - sugeruję polskie słowo były, Horrendum - czyż nie zna
pan Polskiego odpowiednika? Nie wierzę!
Konsekwencja to podstawa zostania uznanym za wiarygodnego.
Dziękuję za miły list. Nigdy nie twierdziłem, że jestem nieomylny, a tym
bardziej, że jestem papieżem językoznawstwa. Jednak napisał Pan:
Serdecznie (i nieodmiennie) pozdrawiam
Lech Stępniewski
LS
|