|
LECH STĘPNIEWSKI
(Lesław Maleszka, "Historia nie lubi kompromisów", "Gazeta Wyborcza", 11 września 1995)
"4 czerwca minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz
przekazuje szefom klubów parlamentarnych listę posłów
i senatorów zarejestrowanych w archiwach MSW jako tajni
współpracownicy SB. Wybucha skandal. Klub "S"
popiera inicjatywę ministra. (...) Wielu związkowców
zatraciło rozsądek. Mówili o kryptokomunistycznych
rządach agentów z SB".
"ZChN uczestniczył w dwóch gabinetach - Olszewskiego
i Suchockiej. Oba leczyły ich z różnych złudzeń.
"Zasługą" rządu Olszewskiego było
pokazanie, co w praktyce oznacza lustracja: ZChN-owski minister
umieścił na liście agentów komunistycznej
bezpieki prezesa Zjednoczenia".
"Przypominam te fakty tak obszernie, by uświadomić
dwie rzeczy. Po pierwsze: że ustawa dekomunizacyjna nie rozwiązuje
wszystkich problemów i rozwiązać nie może,
niepodobna bowiem w państwie demokratycznym wyrzucić
poza nawias prawa dziesiątek tysięcy ludzi".
"Lesław Maleszka: - Rozmaite sondaże wskazują,
że hasła dekomunizacji i lustracji są dziś
najbardziej popularne nie gdzie indziej, tylko w elektoracie UW.
"Wierzbickiego zawiedli wreszcie... Polacy. Oburza się,
że Kwaśniewski jest prezydentem, a lewicowa koalicja
przez cztery lata była u steru rządów. Pomija
milczeniem fakt, że ktoś wybrał tych ludzi na najwyższe
stanowiska w wolnej RP. (...)
"Nie chciałbym dezawuować całej książki
Kuli; ciekawe są zwłaszcza fragmenty dotyczące
przebiegu walk ulicznych w Gdańsku. Jednakże spiskowa
wersja wydarzeń grudniowych nakreślona przez autora
wydaje się jedynie płodem jego fantazji. (...)
"A gdybym był emerytowanym pułkownikiem SB, napisałbym:
Drodzy towarzysze z AWS! Ze szczerego serca gratuluję Wam,
że nadszedł czas opamiętania. (...) Mam nadzieję,
że już wkrótce ofiarni pracownicy Urzędu
Kontroli Prasy powrócą na stanowiska. Ale na tym nie
można poprzestać. Musimy odbudować bohaterską
Służbę Bezpieczeństwa".
"Owszem, istnieją poważne poszlaki, że pogrom
kielecki został sprowokowany. Jeśli jednak byli prowokatorzy,
byli też ludzie, którzy dali się sprowokować.
(...) Niezależnie od intencji o. Salija jego wypowiedź
spodoba się politykom, którzy dziś wkładają
wiele wysiłku w rozgrzeszanie Polaków. (...)
"Miałem też okazję przeczytać felieton Stanisława Michalkiewicza w ostatnim numerze "konserwatywno-liberalnej" gazety "Najwyższy Czas!". (...) Nie jest to, powiedzmy sobie szczerze, jakiś przypadkowy wybryk pana Michalkiewicza, publikującego także na łamach antysemickiej "Naszej
Polski". (...) Władze Unii Wolności Michalkiewicz
zwykł był nazywać "Sanhedrynem". Felietoniście
wszystko się jakoś tak kojarzy... (...)
"Była w tej formacji niekłamana wielkość.
Po 1945 r. ludzie z AK nie dali się uwieść obietnicom
nowego ładu, nie wstępowali do PZPR, starali się
- na ile to było możliwe - nie angażować
w proces stalinizacji Polski. Ale była też słabość.
"Obrona substancji narodowej" sprowadzała się
do rocznicowych mszy za ojczyznę i składania wiązanek
pod pomnikami czynu narodowego. Odmowa zaangażowania w sprawy
publiczne - wyrastająca z pragnienia, by nie ubrudzić
się w kontaktach z "czerwonymi" - prowadziła
do coraz większej izolacji od dokonujących się
w Polsce przemian, do zamknięcia w "okopach św.
Trójcy".
"Lesław Maleszka: - W czasach powszechnej ucieczki w
prywatność, przekonania, że władza wszystko
może, my uczyliśmy zachowań obywatelskich i głośnego
mówienia o polityce. Pokazaliśmy, że można
walczyć o ważne dla ludzi sprawy podpisując się
pod żądaniami, petycjami".
"Lesław Maleszka mówił, że nie pamięta,
by Pyjas opowiadał o inwigilacji SB. - Sam również
niczego bym nie zauważył - stwierdził. (...)
Stwierdził, że prowadzący śledztwo w sprawie
śmierci Pyjasa starali się wydobywać informacje
świadczące o alkoholizmie i samobójczych skłonnościach
zmarłego. - Nie stroniliśmy od alkoholu. Staszek był
wesołym człowiekiem, optymistycznie nastawionym do życia
- opowiadał".
"Jesteśmy rzecznikami Studenckiego Komitetu Solidarności,
ośrodka opozycji, który funkcjonował w latach
1977-1980. Działalność w tym komitecie uznajemy
za tytuł do dumy. Tym większy wstrząs wywołała
w nas wiadomość, że jeden z nas, nasz przyjaciel
i działacz SKS Lesław Maleszka przez cały ten czas
współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa".
"Latem tego roku "Tygodnik Powszechny" opublikował
fragmenty pracy magisterskiej o rozpracowaniu przez SB środowiska
SKS w Krakowie, pisanej na uczelni peerelowskiego MSW przez oficera
SB. W tekście jako źródło informacji wymieniano
tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ketman".
Postać o tym kryptonimie pojawia się też m.in.
w materiałach, związanych z inwigilacją przez SB
tragicznie zmarłego - prawdopodobnie pobitego na śmierć
przez ludzi SB - krakowskiego opozycjonisty Stanisława Pyjasa.
Na podstawie zawartych w pracy magisterskiej szczegółów
dawni działacze SKS skojarzyli tę postać z Maleszką.
"Zapytałem go wprost; przyznał mi się, że
"Ketman" to on" - mówił PAP Bronisław
Wildstein, jeden z sygnatariuszy listu".
"Podejrzenia skonkretyzowały się w połowie
tego roku, kiedy dotarliśmy do pracy magisterskiej funkcjonariusza
SB o działaniach operacyjnych wobec SKS - mówi Józef
Ruszar, jeden z członków SKS. W pracy pojawił
się agent o kryptonimie "Ketman". To on miał
m.in. uczestniczyć w zakładaniu podsłuchu w domu
Ruszara. (...) Drogą analizy doszliśmy do wniosku,
że "Ketmanem" jest Maleszka - dodaje Ruszar. (...)
Według Józefa Ruszara, o roli Maleszki uczestnicy
SKS poinformowani zostali 22 września. (...) Na zebraniu
pojawiły się jednak propozycje, aby dać Maleszce
szansę. Padły propozycje, aby wszystko publicznie wyjaśnił.
Maleszka niestety nie zareagował. O wszystkim poinformowano
też Adama Michnika".
"We wtorkowej "Rzeczpospolitej" ukazał się
list otwarty 19 moich koleżanek i kolegów z krakowskiego
i wrocławskiego Studenckiego Komitetu Solidarności,
w którym stwierdzono, że w latach 1977-80 jako działacz
SKS byłem współpracownikiem Służby
Bezpieczeństwa.
Z twórczości i biografii Lesława Maleszki wybrał i pozostawił bez komentarza Lech Stępniewski.
Niestety, nie wszyscy potrafili powstrzymać się od
pospiesznych komentarzy, dlatego jeszcze dwa cytaty:
"Krzysztof Kozłowski, powiedział "GK":
- Brzydzi mnie ten sposób załatwienia sprawy. Nie
wiem, czy Maleszka był czy nie był agentem. Ale zwalczanie
współpracy agenturalnej przez donos, jest absurdem.
Zastanówmy się, czy mówimy o plotkach, czy
o faktach. Jest to sprawa grupy ludzi, którzy razem działali
w SKS. Nie wszyscy oni podpisali list otwarty, opublikowany w
"Rzeczpospolitej". Zawarta w nim wiadomość
jest żadna. Nie podano skąd ona pochodzi, nie przedstawiono
żadnych dowodów. Gdyby był jakiś wyrok sądu
lustracyjnego i odwoływanie się do niego... ale
tak nie jest. Nikt nigdy oficjalnie nie powiedział o współpracy
Leszka Maleszki ze służbami bezpieczeństwa PRL".
"W dniu, w którym wydrukowano Pański komentarz,
ukazało się oświadczenie oskarżonego potwierdzające
współpracę, więc co do faktów nie
ma już chyba wątpliwości. Ale 19 osób, które
podpisały list otwarty, w tym ja, ma prawo zapytać,
dlaczego Krzysztof Kozłowski (redaktor "Tygodnika Powszechnego",
którego przyjaźnią i poparciem cieszył się
SKS w Krakowie) od razu założył naszą nieuczciwość
i nierzetelność? (...)
OSTATNIE ŻYCZENIE MALESZKI - NAJWAŻNIEJSZE SĄ WIĘZI SPOŁECZNE - PRZEPRASZAMY - IDZIEMY W ZAPARTE!
"W jednej sprawie starałem się programowo nie zabierać
głosu. Nie byłem zwolennikiem lustracji i mówiłem
o tym w wielu rozmowach - uważałem jednak, że nie
mnie wyrokować na łamach gazet, czy lustracja jest
potrzebna. Raz jeden pozwoliłem sobie na polemikę w
sprawie dekomunizacji. Nadal uważam, że w demokratycznym
państwie obywatela można pozbawić części
praw publicznych jedynie prawomocnym wyrokiem sądu - i że
twierdzenie to pozostaje prawdziwe niezależnie od biografii
osoby, która je wygłasza. (...)
(Lesław Maleszka, "Byłem «Ketmanem». Wyjaśnienia Lesława Maleszki na temat jego współpracy z SB", "Gazeta Wyborcza", 13 listopada 2001)
"Ujawniony niedawno fakt wieloletniej współpracy naszego
kolegi, redaktora i publicysty Leszka Maleszki z peerelowską
Służbą Bezpieczeństwa był ciosem dla
całego zespołu i środowiska "Gazety Wyborczej". (...)
© Lech Stępniewski listopad 2001
|