Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

ROZPRAWA Z METODĄ

LECH STĘPNIEWSKI


"Rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej rozdzieloną na świecie: każdy bowiem mniema, iż jest weń tak dobrze zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli pożądać go więcej, niż go posiadają". Tak zaczyna się jedna z najsłynniejszych książeczek naszej cywilizacji - "Rozprawa o metodzie".

Dalej zaś Kartezjusz powiada: "Nie jest prawdopodobne, by wszyscy popełniali co do tego błąd, świadczy to raczej o tym, że zdolność poprawnego sądzenia i odróżniania prawdy od fałszu, którą właśnie nazywamy rozsądkiem lub rozumem, jest z natury swej jednakowa u wszystkich ludzi; tak więc różnorodność naszych mniemań nie pochodzi stąd, że jedni są rozumniejsi od innych, a stąd tylko, że prowadzimy nasze myśli rozmaitymi drogami, a także, że nie bierzemy pod rozwagę tych samych przedmiotów".

Myśl, że wszyscy jesteśmy jednakowo rozumni, wymyślił naturalnie tzw. "martwy biały mężczyzna" (w dodatku heteroseksualny). Dzieje filozofii milczą o tym, jak zareagowała na nią reszta świata: ludziom żółtym zapewne taka wzgarda dla hierarchii nie mieściła się w głowie, natomiast ludziom czarnym po prostu nie mieściła się w głowach sama filozofia. Trzeba więc było dopiero kolejnych białych mężczyzn, pp. Ryszarda Lynna oraz Tatu Vanhanena, by - jak napisał prof. Adam Kwiatkowski ("A mury runęły...", "Najwyższy CZAS!" nr 2/2003) - obalić mit, że "średnia inteligencja jest we wszystkich krajach taka sama". Rozum bowiem został rozdzielony po świecie być może sprawiedliwie, ale nie wszędzie dotarły równie obfite dostawy.

 

Nowość drugiej świeżości

Książka pp. Lynna i Vanhanena pt. "IQ a bogactwo narodów" (tytuł nie bez kozery nawiązuje do Adama Smitha) jest warta lektury, ale prof. Kwiatkowski, znany naukowy entuzjasta, przesadza z jej "kopernikańską" przełomowością. Jej tezy są w dużej mierze powtórzeniem tego, co stwierdzili już przed dziesięciu laty pp. Herrnstein i Murray w swej słynnej "Krzywej dzwonowej" (The Bell Curve): że istnieją znaczące różnice w inteligencji między poszczególnymi grupami etnicznymi w Stanach Zjednoczonych. Jeśli ująć to w kategoriach rasowych: żółci wypadają najlepiej, biali średnio, a czarni są wyraźnie "pod kreską", co prowadzi także do podobnych różnic w zamożności tych grup. Pp. Lynn i Vanhanen jedynie rozszerzyli zakres analiz na cały świat i otrzymali identyczny rezultat.

Jak sądzę, mój Szanowny Kolega nazbyt przejął się frenetyczną recenzją z ich książki autorstwa prof. J. Filipa Rushtona zamieszczoną w drugim numerze 34 tomu "Personality and Individual Differences" (datowanego na luty 2003), na którą raz się mimochodem powołuje, kilkakrotnie zaś przytacza bez cudzysłowów (proszę porównać choćby pierwszy akapit ze strony 368 recenzji prof. Rushtona z tym, co prof. Kwiatkowski pisze o korelacji między IQ a zarobkami w krajach anglosaskich oraz o korelacji między IQ a przestępczością, bezrobociem, zależnością od opieki społecznej i samotnym macierzyństwem). Prof. Rushton uznaje dziełko pp. Lynna i Vanhanena za jedną z najświetniej wyjaśniających (brilliantly clarifying) problem książek, jakie kiedykolwiek czytał. Ja wszakże po lekturze ostatniej wersji ich pracy, zamieszczonej w Internecie i noszącej teraz tytuł "Inteligencja a bogactwo i nędza narodów", nadal mam wiele wątpliwości. Jak w tym starym porzekadle: to, co jest u nich dobre, nie jest nowe (po książkach Jana Eysencka, Artura Roberta Jensena, samego Rushtona, czy nawet obrońcy inteligentnych pedofilów, Krzysztofa Branda), to zaś, co jest nowe, nie wydaje się specjalnie dobre.

 

Test z kapelusza

Ludzie od dawna próbowali mierzyć swe możliwości umysłowe. Na początku miało to jednak więcej wspólnego z krawiectwem niż z psychologią: Sherlock Holmes o tym, że zbrodniarz jest niebywale inteligentny, wnioskował najczęściej ze sporego obwodu jego kapelusza, bo dużo myśli wymaga dużej głowy. Daleko bardziej naukowo wyglądało ważenie mózgu, ale była to Mensa dostępna wyłącznie dla nieboszczyków.

Wbrew pozorom sytuacja nie wygląda dziś wcale lepiej: stosowane obecnie testy podobno mierzą inteligencję "na żywca", ale proste pytanie, czym właściwie jest ta inteligencja, nierzadko już zbywa się żarcikiem, że jest właśnie tym, co te testy mierzą - i koło pięknie się zamyka. Niektórzy dodają jeszcze złośliwie, że testy na inteligencję na dobry ład świadczą jedynie o inteligencji tych, którzy je ułożyli.

Zarzuty wobec samej idei pomiaru inteligencji można by mnożyć, ale nie chciałbym przesadzać z naukowym wyrafinowaniem, gdyż z drugiej strony nawet niedoskonałe testy chwytają jednak pewne osobnicze różnice w sposobie myślenia, które potwierdza zdroworozsądkowa obserwacja, potoczny język zaś określa mianem "bystrości". Bo w istocie, jak zwięźle ujął to amerykański filozof, Jerzy Santayana, "inteligencja jest szybkością widzenia rzeczy takimi, jakie są". Jest również zgodne ze zdrowym rozsądkiem, że bystrzy ludzie na ogół lepiej sobie w życiu radzą, więcej zarabiają etc., toteż Czytająca Publiczność może łacno uznać ustalenia pp. Lynna i Vanhanena raczej za naukowo rozdęty banał, niż za rewolucję obalającą mury. My, ludzie nauki (tzn. prof. Kwiatkowski i ja), mamy jednak obowiązek przyjrzeć się metodzie: temu, skąd wzięły się dane, na których teoria została zbudowana, i jaka jest ich wiarygodność.

Cały materiał przedstawiony w "IQ a bogactwo narodów" pochodzi z tzw. Testu Matryc Ravena: w wersji standardowej i kolorowej. Test ten powstał przeszło sześćdziesiąt lat temu w Wielkiej Brytanii i jest systematycznie standaryzowany na potrzeby tamtejszego społeczeństwa (dlatego przeciętne brytyjskie IQ wynosi 100). Składa się on z - odpowiednio - 60 lub 36 zadań polegających na uzupełnianiu podanych wzorów (matryc) brakującym fragmentem wybieranym z kilku możliwych, co trwa 35 lub 15 minut.

Test Matryc Ravena mierzy zatem, swobodnie mówiąc, "bystrość" wyszukiwania i kojarzenia abstrakcyjnych relacji między abstrakcyjnymi obrazkami, co natychmiast ostro stawia problem jego kulturowej uniwersalności. Nie trzeba bowiem wielkiej inteligencji, by z góry przewidzieć, że w takim teście lepiej wypadną ludzie na co dzień trenowani w dokonywaniu podobnych skojarzeń, np. wywodzący się z kultury stosującej znaki ideograficzne (czyli Japończycy, Chińczycy, Koreańczycy etc.), natomiast fatalnie - dziecko z buszu, któremu arbitralne abstrakcje nie są do niczego potrzebne. Ono w teście wyjdzie prawdopodobnie na idiotę, ale - jak czasem zauważa się z przekąsem - nawet inteligentne białe dziecko zostawione w buszu najpewniej wcale z niego nie wyjdzie, oblewając "buszmeński test na inteligencję" z kretesem.

 

Stu siedmiu Koreańczyków

Test Matryc Ravena potrafi dość skutecznie wyłowić z konkretnej grupy osoby o ponadprzeciętnej bystrości, bo głównie w tym celu został stworzony. Słabe rezultaty trzeba już traktować bardzo ostrożnie, gdyż może na nie decydująco wpłynąć zmęczenie, stres, brak motywacji, niedożywienie, przejedzenie etc. etc., natomiast jego wyniki w ogóle trudno ze sobą porównywać, gdy mamy do czynienia z zasadniczymi różnicami w stylu życia badanych, co jest pospolite w wypadku ras. Wskazywano niejednokrotnie, że 65 punktów IQ u Murzyna to coś zupełnie innego niż 65 punktów IQ u Białego. Biały z takim wynikiem jest z reguły niesamodzielnym matołkiem, a biała społeczność legitymująca się podobną przeciętną przypominałaby przytułek wymagający nieustannego dofinansowywania i opieki. Natomiast Murzyn o równie niskiej zmierzonej inteligencji żyje jeszcze całkiem sprawnie, Zair zaś - mający wg pp. Lynna i Vanhanena właśnie ludność o średnim ilorazie równym 65 IQ - wychodzi jednak gospodarczo na plus (tj. ma w ogóle jakiś PKB na głowę), choć gdyby między inteligencją a zamożnością występowała prosta korelacja, powinien znaleźć się na grubym minusie. Oczywiście, tłumaczenia w rodzaju "Biali trzymają ich za mordę albo przysyłają worki z ryżem, więc jeszcze to się kręci", choć nie zawsze bezpodstawne, nie wyjaśniają, jak głupia Afryka przetrwała bez Białych ostatni milion (albo i więcej) lat. Przy okazji sprostujmy tu zabawną omyłkę prof. Kwiatkowskiego, który w profesorskim roztargnieniu napisał, iż najstarszą rasą jest rasa żółta, Murzyni zaś wciąż przypominają "duże głupie dzieci". Rzeczy mają się akurat odwrotnie: to rasa czarna jest najstarsza! Nb. wg Ryszarda Lynna właśnie pierwotna migracja z Afryki na chłodną i niegościnną północ wyjaśnia, dlaczego rasy biała i żółta mają obecnie przeciętnie wyższą inteligencję: są to po prostu potomkowie tych inteligentnych Murzynów, którym udało się przeżyć!

Trzeba też sprostować sensacyjną wiadomość, jakoby średnie ilorazy inteligencji dla poszczególnych państw były - to znów słowa prof. Kwiatkowskiego - "ukrywane do tej pory" i dopiero pp. Lynn i Vanhanen je ujawnili. Wypadałoby napisać rozsądniej, że dane te nie były dotąd szeroko propagowane, a jeszcze rozsądniej - że wiarygodnych danych w skali światowej najzwyczajniej nie ma!!!

Wspominałem wyżej jak postnie wygląda cały ów Test Matryc Ravena: pół godzinki albo wręcz kwadransik (gdy testujemy małe dzieci) i już, pstryk, otrzymujemy wynik, co zresztą psychologom bardzo się podoba, bo test powinien być wygodny, tani, szybki i dawać wyniki liczbowe, z którymi potem można będzie urządzać najdziksze nawet swawole przy pisaniu doktoratu, bo kto normalny czyta wielkie tabele upstrzone małym druczkiem? Nie byłaby to jednak jeszcze tragedia, gdybyśmy dysponowali dla wszystkich krajów wynikami uzyskanymi w mniej więcej tym samym czasie na odpowiednio wielkiej i statystycznie reprezentatywnej grupie. Tymczasem jakie takie rzeczywiste wyniki mamy zaledwie dla jednej trzeciej wszystkich państw, dla reszty zaś pp. Lynn i Vanhanen powyciągali sobie z kapelusza wartości szacunkowe. I tak np., gdy brakowało im wyników z Chile wzięli wyniki z Argentyny (96) i Peru (90) - bo Chile leży koło Argentyny i Peru - po czym podzielili przez dwa i wyszło im 93. Wspaniała metoda, nieprawda?!

Zastanawiam się też, jak np. porównać wyniki dla Chin, gdzie badano standardową wersją Testu Matryc osoby w wieku od lat 6 do 79, z wynikami dla Czech, gdzie dysponujemy danymi jedynie z testów w wersji kolorowej, czyli przeznaczonymi dla dzieci od 5 do 11 roku życia. W obu wypadkach wyszła średnia 98, ale ostatecznie autorzy "poprawili" Chińczykom wynik na 100, a dla równowagi Czechom jeden punkt odjęli. Bóg jeden wie, dlaczego! Jeśli się Państwu wydaje, że dwa punkty w tę, a jeden punkt w drugą stronę to głupstwo, przypominam, ze p. Lynn bardzo szczyci się odkryciem, że średnia inteligencja mężczyzn przewyższa średnią inteligencję kobiet właśnie o głupie cztery punkty!

O wielkości próbek już lepiej nie wspominać! Dla miliardowych Chin wynosiła ona raptem 5108 osób. Dla całkiem ludnych Filipin - 203 osoby, z zapyziałego Sierra Leone przebadano zaś jedynie 60 osób i to wyłącznie dorosłych. W badaniach dotyczących Chorwacji próbka składała się wprawdzie z aż 299 osób w wieku od 13 do 16 lat, ale dodatkowo na ich podstawie (oraz na podstawie danych dla Turcji) oszacowano inteligencję Albańczyków (schemat jak wyżej: dodajemy i dzielimy przez dwa). Natomiast jedyna próbka dla Korei Południowej (test standardowy, dzieci wyłącznie dziewięcioletnie, wynik 106) liczyła całe 107 sztuk. I właśnie tych stu siedmiu dzielnych pędraków wywindowało Południową Koreę na drugie miejsce w rankingu najinteligentniejszych krajów świata!!!

 

Zamiast w brydża grajcie w tetris!

Porównywanie wyników utrudnia także fakt, że badania wykonano w różnym czasie (np. owe dane dla Chorwacji pochodzą sprzed 1954 roku, choć na ich podstawie, przypominam, szacuje się bez żenady inteligencję dzisiejszych Albańczyków bez trudu robiących w trąbę szwajcarskich urzędników emigracyjnych). Jak bowiem twierdzi prof. Jakób Flynn, w ciągu ostatniego stulecia średnie wartości IQ na całym świecie rosną (nazywa się to obecnie "efektem Flynna"), choć nie do końca wiadomo, co jest tego przyczyną: brano pod uwagę m.in. edukację, zmiany kulturowe, wzrost złożoności środowiska, czy wyżywienie. Sam autor stoi obecnie na stanowisku (por. jego artykuł w zbiorowej pracy "The Rising Curve: Long-term Gains in IQ and Related Measures"), że coraz lepsze wyniki w testach inteligencji są efektem wzrostu... umiejętności rozwiązywania testów. Prowadzi to do wniosku, że w krajach, gdzie testy są rozpowszechnione (a w Polsce nawet w pisemkach dla dzieci można znaleźć zagadki imitujące prawdziwe zadania testowe!), wyniki będą istotnie wyższe od oczekiwanych. Również niektóre popularne gry komputerowe - jak np. słynny Tetris i jego niezliczone odmiany polegające na szybkim dopasowywaniu do siebie spadających figur - znakomicie pomagają wyćwiczyć umiejętności pomocne przy radzeniu sobie z matrycami Ravena.

Nie dotyczy to jednak wszystkich gier. "Nature" doniosło niedawno, że granie w gry nawet tak powszechnie uznawane za "intelektualne", jak szachy i go, niemal wcale nie angażuje części mózgu odpowiedzialnych za inteligencję - w ich wypadku podobno daleko bardziej liczy się długotrwała praktyka. Ponieważ odkrycia dokonali uczeni chińscy, żółciutcy niczym wielkanocne kurczaczki, a nie żaden ciemny Murzyn mianowany profesorem w ramach akcji afirmatywnej, więc można w tę wielką prawdę wierzyć bez wahania. Oto dzięki wspaniałości nauki pryska na naszych oczach mit o myślących szachistach.

Następny w kolejce jest już zapewne stary przesąd o używaniu inteligencji przez brydżystów. Niech i te mury wreszcie runą...

Prof. Lech Stępniewski (kolega z katedry prof. Adama Kwiatkowskiego)

[Oczywiście nie jestem profesorem! Użyłem tego tytułu tak jak się używa pseudonimu przy okazji polemiki z "prof. Kwiatkowskim", którego nb. "Informator Nauki Polskiej" również nie odnotowuje.]


© Lech Stępniewski styczeń 2003

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny