|
LECH STĘPNIEWSKI
Kto liznął marksizmu, ten z pewnością słyszał o dialektyce i jej prawach. Co to jest dialektyka, tego ja teraz nie powiem, bo nie ma potrzeby. Zresztą, jak większość rzeczy, którymi zajmują się filozofowie, jest ona tak skomplikowana i tajemnicza, że aż włos się jeży na głowie. Co jeden filozof powie coś o dialektyce, to drugi zaraz wyśmieje i powie odwrotnie, albo, co gorsza, wymyśli jeszcze jakieś takie nowe diabelstwo, że tylko obraza boska.
Ale wróćmy do praw dialektyki. Dla wierzącego marksisty są one tak pewne, jak Bóg u św. Tomasza - po prostu zgodnie z nimi świat się kręci. Jest tam między innymi prawo o przechodzeniu ilości w jakość. Engels tak je objaśnia:
Dlaczego przypomina pocieszną figurę? Przecież gdyby było prawdą, że woda dopiero w temperaturze 100 stopni nagle staje się ciałem lotnym, to by nigdy żadna kałuża z podłogi nie wyparowała ani żadne gacie nie wyschły! Cóż, filozofowie raczej rzadko szorują podłogi i piorą sobie gacie i dlatego punkt wrzenia wody pomylił im się z jej parowaniem. Ten przykład z wodą powtarzano potem w dziesiątkach książek i przez lata nikt - nikt! - tego idiotyzmu nie zauważył. Na tym jednak nie koniec wypadków z dialektyką. Klasyk Marks powiada o niej: u Hegla stała na głowie, a on ją postawił na nogach i na dobitkę wyłuskał jej racjonalne jądro z mistycznej skorupy. Co to znaczy, raczej trudno powiedzieć. Jakie Marks miał praktyczne podejście do dialektyki, dobrze świadczy pewien jego list do Engelsa. Było to w roku 1857, akurat wybuchło powstanie w Indiach i Marks, który dorabiał sobie jako komentator spraw indyjskich, nie bardzo wiedział, co jest grane. Próbował więc jakoś lawirować, żeby nie stracić reputacji znawcy: "Możliwe, że się zblamuję - pisał w liście - Jednakże zawsze można znaleźć wyjście za pomocą pewnej dialektyki. Ująłem, naturalnie, moje hipotezy tak, że i w przeciwnym razie również będę miał słuszność".I to jest już parodia drugiego stopnia. Marks miał bzika na punkcie Hegla i jego dialektyki. W starych podręcznikach filozofii pisano o nim w dziale pod tytułem "Pomniejsi hegliści", a tu - parodiuje dialektykę Hegla jako metodę filozoficzną, no bo cóż warta jest metoda, która nie służy do lepszego poznawania i rozumienia, ale do wykręcania kota ogonem - tylko po to, żeby nasze było na wierzchu. Już 30 lat wcześniej Goethe ostrzegał przed tym Hegla, co Eckermann skrupulatnie zanotował: "Następnie rozmowa skierowała się na istotę dialektyki.Nie przypuszczał, biedaczek, jakich będzie miał uczniów. © Lech Stępniewski 1990
|