|
LECH STĘPNIEWSKI
Wiadomości są zwięzłe - jak to w Internecie, gdzie coraz częściej czyta się już tylko nagłówki, a parę dodatkowych zdań uchodzi za wyczerpujący komentarz. W czerwcowym liście wiadomości z Polski były aż trzy: BOMBY PODŁOŻONE W AUSCHWITZ KRZYŻE ZABRANE Z AUSCHWITZ POLSKI PROFESOR HISTORII OSKARŻONY O ZAPRZECZANIEJak widać, są to same dobre wiadomości, bo wynika z nich, że wszystko w Polsce rośnie. Reklamówka w krzakach z kilkoma petardami zdążyła rozmnożyć się w "bomby" w obozie; dr Ratajczak jest już profesorem i chyba nawet krzyż papieski urósł nieco. Jedynie niepoprawny grymaśnik mógłby zrzędzić jakoby przeciętnemu Amerykaninowi po takiej lekturze zostawało w głowie w gruncie rzeczy tyle, że w Polsce katolicy rozrzucają bomby po żydowskich grobach, policja "od krzyży" złośliwie nie widzi ośmiometrowej belki w oku swoim, profesorowie zaś pielęgnują "tradycyjny polski antysemityzm". W dodatku wiadomości tych nie rozsyłają wcale zapiekli żydowscy szowiniści: gdy zabierałem głos na tamtejszej liście dyskusyjnej zostałem przez prowadzącą przyjęty bardzo miło. Tak zatem wyglądają teraz informacje "obiektywne i wyważone". Ale skoro tak wygląda teraz wyważenie, to ja się pytam: po co ten cały wrzask o biednego rebe Joskowicza? Na szczęście także ze świata docierają do nas przeróżne dobre wieści. Oto Katarzyna Kozyra - ta od zoofilii (piramida wypchanych zwierzaków) i podglądactwa (film ukrytą kamerą z łaźni kobiecej w Budapeszcie) - otrzymała wyróżnienie na ostatnim 48. Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji. "Artystka była wręcz rozrywana przez międzynarodową prasę i telewizję" - piszczy z zachwytu dziennikarka rozsądnej na ogół "Rzeczpospolitej" (14.06) - i donosi szczegółowo, za cóż to tak naszą rodaczkę ufetowano. Ano za to, że najnowsza instalacja p. Kozyry "Łaźnia męska" przyciągała tłumy, "zafascynowane połączeniem kontemplacyjnego nastroju pracy (przedstawienie męskiej łaźni w Budapeszcie) z jej krytyczno-społecznym charakterem (odważną akcją wejścia przebranej za mężczyznę artystki do łaźni)". Mocno powiedziane! Zwłaszcza ten "krytyczno-społeczny charakter" wejścia do łaźni dał mi dużo do kontemplowania. Jeśli jeszcze artystka zdążyła w łaźni umyć to i owo, gotowa się z tej społecznej krytyczności narodzić jakaś nowa "Krytyka" czystego ucha albo i brzucha. A gadają oszczercy, żeśmy narodem brudasów! Filmy ukrytą kamerą, przebranie, odważne akcje, do tego pewnie mikrofon w zanadrzu. Myślisz sobie, że to... - a to sztuka właśnie! Niedługo pewnie się okaże, że za poprzedniej wersji obecnego ustroju byliśmy otoczeni czujną opieką przez departament awangardowych artystów, zlustrowanym zaś pozytywnie weteranom awangardy Akademia Sztuk Pięknych zacznie wydawać piękne dyplomy honorowe. Zakupione, ma się rozumieć, z funduszy operacyjnych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
POSTSCRIPTUM z końca 1999 r.
Nasz Opałka w spódnicy, czyli czołowa hucpiara artystyczna III RP - Katarzyna Kozyra, trafiła już pod cyfrowe strzechy. W sprzedawanej w kioskach "Encyklopedii Multimedialnej PWN" (część 2: "Sztuka") można znaleźć zdjęcie jej sztandarowego dzieła, tj. "Piramidy zwierząt" [nb. z literówką - "Piarmida" - w nagłówku], wraz z następującym komentarzem pióra pani Maryli Sitkowskiej:
© Lech Stępniewski czerwiec 1999
|